FANDOM


Jeh. 

Z tego co widzę po komentarzach pod poprawką prologa, podoba wam się to. Zadziwiacie mnie, przyjaźnie oczywiście. Więc, cóż... Ci którzy chcą to coś czytać dalej, to oczekujcie niedługo poprawki 1 rozdziału w tym poście czy czymś. 

Biegli przed siebie. Cornelia starała się odganiać myśli związane z wydarzeniem przed paru minut, a Kyle wręcz przeciwnie. Cały czas kłębiły się myśli i pytania z tamtejszego przeraźliwego spotkania. Kim była ta kobieta? Jak tam się znalazła? Co ona tam robiła? Czy czekała na nich? Te i inne pytania nie dawały spokoju chłopakowi, ale starał się je odrzucić. Nie umiał. Tak się zamyślił nad zaistniałą sytuacją, że nie zauważył dziury przed nim. Upadł odruchowo łapiąc Cornelię za ubranie, która krzyknęła i razem stoczyli się z małego pagórka na niskiego grzyba. Chłopak usiadł i spojrzał na dziewczynę. Leżała obok na grzybie z przerażeniem malującym się na jej twarzy.

- Coni! - krzyknął wystraszony chłopak.

Podbiegł do dziewczyny i objął ją.

-Nic ci nie jest? - spytał troskliwie.

Nie, na szczęście nie... Uważaj następnym razem jak biegniesz!

Chłopak westchnął i pomógł dziewczynie wstać.

- Nie chciałem, to był wypadek.

- Mhm. - Dziewczyna nie patrzyła na niego, nie miała zamiaru. Otrzepała się i wróciła na ścieżkę z której spadli, a chłopak za nią ze spuszczoną głową.

Nie minęło raptem pięć minut, a znaleźli się przed domem dziewczyny. Cornelia pierwsze weszła do środka i rozejrzała się po salonie.

- Mamo! Tato! - krzyknęła Cornelia.

Cisza.

- Wujku Kordzie! Wujku Pronto! - krzyczała dalej dziewczyna, ale jedyne co odpowiadało na jej wołanie to odbijające się echo jej głosu.

Najwidoczniej musieli mieć jakieś wezwanie, Coni. - stwierdził chłopak. - Zobacz, nawet nie ma ich śluzaków.

Masz rację, nie ma ich... - westchnęła. - A jeżeli...

-A jeżeli co?

-A jeżeli dostali wezwanie w sprawie tamtej Kobiety? A jeżeli ona...i oni... - napłynęły nastolatce łzy do oczu.

Chłopak podszedł do niej i objął ją obiema rękoma, a ogonem otarł słone łzy z jej policzków.

-Na pewno nie Coni, na pewno nie. - powiedział spokojnym tonem chłopak.

Dziewczyna nieznosiła jak mówiono na nią "Coni", ale w tej sytuacji nie przejęła się tym i wtuliła mocno w mieszańca. On pogładził ją po włosach i razem usiedli na kanapie, czekając na znajome ryki mechów.

Mijały minuty, które wydawały się dla Cornelii godzinami. Bała się, że stało się coś jej rodzinie, że tamta Kobieta dorwała ich i nigdy nie zobaczy rodziców. Wyobrażała sobie jak nieznajoma morduje jednego po drugim z jej rodziny. Nie! - wrzasnęła na siebie w myślach. - Nie przesadzaj Cornelia! To byłby wręcz niemożliwy zbieg okoliczności, a przedewszystkim jest tylko jedna, jedyna droga prowadząca do tamtejszego opuszczonego domostwa. Na pewno gdyby chodziło o tamtą wariatkę, to byście się zobaczyli. Ta myśl uspokoiła dziewczynę, a przynajmniej tak myślała. Będzie pewna jak usłyszy ryki mechów najbliższych i przechwalanie się Pronto. Rozmyślając nad tym, zasnęła w objęciach bliskiego przyjaciela.

Biegła przez niekończącą się drogę, czując narastający ból w nogach i strach przed zatrzymaniem się czy upadkiem. Nie mogła przestać biec, wewnętrzna siła nie pozwalała jej na nawet zwolnienie. Tylko biegnięcie przed siebie coraz szybciej. Krew na rękach, szyi i włosach kleiła się i parzyła jak smoła, kolor nawet się zgadzał. Dobrze wiedziała czyją krew ma na sobie i czyja jeszcze dołączy do makabrycznej mieszanki. Biedny, oj biedny Kyle...

Obudziła się zlana potem. Usiadła i rozejrzała się dysząc ze strachu. Nie znajdywała się tam gdzie zasnęła, w objęciach Kyle'a na kanapie w salonie, tylko na łóżku w swoim pokoju. Kyle'a nie było przy niej, a światło zgaszone.

-Pewnie Kyle zaniósł mnie kiedy...Kyle!

Dziewczyna zerwała się z łóżka i popędziła na parter do salonu. W tej chwili nie tylko bała się o swoją rodzinę, ale też o Kyle'a. Sama nie wiedziała czemu tak się o niego bała, ale coś kazało jej sprawdzić gdzie on jest. Stanęła na schodach widząc cała swoją rodzinę, całą i zdrową. Nie miała pojęcia na kogo się najpierw rzucić, dopiero po tej myśli dostrzegła brak jednej osoby.

-Gdzie jest Kyle? - zapytała wystraszona o przyjaciela Cornelia.

-Odwieźliśmy go do domu. A jak ty się czujesz córeczko? - odpowiedziała Trixy.

-W porządku...chyba wrócę do pokoju... - zawróciła i drżącymi nogami poszła do pokoju.

Usiadła ciężko na łóżku i westchnęła. Dalej bała się o Kyle'a. Sen był dla niej zbyt realny, odczucia były zbyt realne oraz te cholerne stukanie....zaraz. Stukanie? Dziewczyna rozejrzała się po pokoju i zauważyła za oknem śluzaka. Hoverbuga z liścikiem przywiązanym do nóżki. Tylko jedna osoba tak się z nią komunikowała na odległość. Otworzyła okno na oścież i wpuściła śluzaka. Zdjęła z jego malutkiej nóżki liścik i odczytała.

"Mam nadzieję, że nie przeżyłaś zawału jak obudziłaś się i mnie nie było. Ja jestem już w domu. Życzę ci dobrej nocy Coni i do jutra.

 K.

PS. nie bądź na mnie zła, że rozebrałem cię do spania."

Och, Kyle...Chwila. Czekaj co?!

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.