FANDOM


Cześć, pamiętacie może moją kontynuację mojego pierwszego opowiadania "Nowa"? Jeżeli tak to spoko, jeżeli nie to radzę wam nie czytać go. O co chodzi? Cóż, ostatnio przypomniałam sobie o tym ciągu dalszym i o tym, że został przezemnie nie zakończony. Przysiadłam się do kompa i zaczęłam je czytać. Wystarczyło mi przeczytać prolog i już łapałam się za głowę, widząc moje byki z 2014 i jakie debilstwa pisałam. Po przeczytaniu prologu, musiałam, ale to musiałam napisać to cholerstwo od początku. I dlatego powstał ten post. Nie przynudzając, na dole znajdziecie 'poprawioną' wersję z 2014. Większość nie jest taka sama, na przykład imię dziecka Rube i Embriona, Rivena zostało zmienione. Więc, zostało mi jedno. Miłego czytania tego..czegoś.

Mineły lata od wydarzeń związanych z Rube,Embrionem i Gangiem Shane'a. Teraz cała czwórka miała po około ?? lat,a o wieku Korda i Pronto to szkoda gadać... Obie pary posiadały dziecko. Rube i Embrio syna o imieniu Kyle , a Trixie i Eli córkę, Cornelię. Kyle miał 16 lat, przez rasy rodziców urodził się hybrydą człowieka z Władcą Cienia, akurat dosyć przyzwoicie geny dobrały mu wygląd, a Cornelia 15 lat. Jakby nie patrząc na kasztanowogranatowe włosy dziewczynki, wyglądała jak mniejsza kopia matki, ale temperament musiał być choć trochę podobny do tego znanego u Shane'ów


Kyle i Cornelia chodzili po okolicznej piecarze, w środku letniej nocy. Znali się od kołyski, zawsze trzymali się razem i uważali, że tak zostanie na zawsze. Uwielbiali rozmawiać ze sobą, chociaż nie zgadzali się ze wszystkim, przez co rozmowa zostawała urozmaicona kłótnią dzieci. Jak teraz.

- Ile razy mam ci powtarzać, że ghule są lepsze od megamorfów! - krzyknął Kyle do Corneli, idąc kamienną ścieżką ciągnącą sie niewiadomo gdzie. W momencie odkrycia jej byli wniebowzięci. Chodzili tędy miliony razy, a dopiero teraz odkryli nową ścieżkę i to tuż obok ich ulubionego opuszczonego budynku!

- Nie! Ghule są ohydne i śmierdzą! 

- Skoro twierdzisz, że ghule śmierdzą to widocznie nigdy nie poczułaś smrodku Pronto. A to ty przecież z nim mieszkasz!

Spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem. Zawsze rozmawiając o Pronto, nie umieli powstrzymać śmiechu. Tylu akcji Pronta wysłuchali i widzieli, że inaczej nie umieją. Wtedy Cornelia złapała chłopaka za jego ogon i ścisnęła przy najgrubszej żyle. Ten jęknął z bólu i padł na kolana.

- Przyznaj; Megamorfy są lepsze od paskudnych ghuli!

- Nie! Megamorfy są sła...Auuu!! - uścisk na ogonie stał się mocniejszy. - No dobrze, dobrze! Są lepsze!

- Powiedz całym zdaniem! - krzyknęła dziewczyna, ściskając jeszcze mocniej, przec co chłopak krzyknął z bólu.

- Przyznaje, że megamorfy są lepsze od ghuli! - jęknął.

Z triumfalnym uśmieszkiem puściła jego ogon. Mieszaniec od razu złapał się za obolałe miejsce i spojrzał na dziewczynę. Z podobnym uśmieszkiem co ona, podciął ją nogą i dziewczyna upadła na pośladki.

- Osz ty! - krzyknęła, rzucając się na niego, a w ten on złapał ją ogonem w połowie lotu. - Co ty wyprawiasz?! Puść mnie!

- Bo inaczej co?

- Bo inaczej tak nagadam twojej mamie, że da ci szlaban na miesiąc!

- Przekręcił oczyma i puścił dziewczyna, a sam wstał otrzepując się. Poszła w jego ślady i po wymienieniu zabawnych spojrzeń poszli dalej, zmieniając temat na odpały Pronto z tego tygodnia.

Po obejściu całej ścieżki, co stało się nudne, bo skończyły im się tematu do rozmowy i kłótni, postanowili odwiedzić ich ulubiony opuszczony budynek. Nikt tutaj nie przychodził, więc mogli robić to co im się żywnie podoba. Nie znali historii budynku, nie chcieli znać. Niewiedza w tym przypadku była najlepsza, najbardziej tajemnicza i najbardziej przyciągała do siebie.

Podchodząc do budynku wyczuli coś dziwnego – czyjąś obecność, ale nie przejęli się tym zbytnio. 

- Gdzie rzuciłeś drabinę? - spytała Cornelia.

- Tam gdzie zawsze, w krzaki. - 0dpowiedział Kyle.

- To leć po nią. - odwróciła głowę i spojrzała na wejście do budynku znajdujące się na pierwszym piętrze.

Budynek mógł mieć ze sto lat i bardzo przypominał budynki mieszkalne z Powierzchni. Kwadratowy kształt domu, wykonany z  czerwonej cegły oraz dach wykonany z czarnej dachówki, który zawalił się z niewiadomych przyczyn i dzięki temu zawalił wejście na strych budynku, Wyglądało na to, jakby ktoś użył kopiuj, wklej i wkleił z Powierzchni stary budynek do Slugterry.

Chłopak zanurkował w morze krzaków. Zanim znalazł drabinę i ją wyjął z krzaków, minęło dobre pięć minut.

- Znazłem! - krzyknął dumny z siebie chłopak.

- Co tak długo?

- Długo? Zajęło mi to dwa razy mniej czasu niż poprzednio!

- Może, a teraz bierz tutaj tą drabinę, marznę.

Przekręcił oczyma i podszedł do ściany z drabiną. Ostrożnie oparł ją o ścianę i spojrzał na marznącą Cornelię.

- Damy przodem. - uśmiechnął się noszalancko, trzymając jedną ręką drabinę, a drugą pokazując gest zapraszający na górę,

- Damy? Gdzie tutaj widzisz damy? - uśmiechnęła się i weszła na drabinę.

On stał na dole i trzymał za boki drabiny, żeby nie postanowiła zrobić małego psikusa i spaść z Cornelią wspinającą się na nią. Dziewczyna sprawnie wślizgnęła się przez małe okno i nie tracąc rownowagi przeskoczyła dziurę przed oknem. Dobra pułapka. Otrzepała się z kurzu, który momentalnie przylgnął do niej. Rozejrzała się i na dziurze położyła grubą tekturę.

- Dobra, wchodź! - krzyknęła do mieszańca na dole dziewczyna.

Słysząc ją i nie puszczając drabiny, wskoczył na nią i dwoma sprawnymi skokami był na górze drabiny i trochę mniej sprawnie jak długowłosa, wskoczył do środka. Byli w pomieszczeniu, które kiedyś służyło jako łazienka. Stara zniszczona wanna pełna zacieków, pęknięte lustro, a pod nim umywalka ubrudzona śmierdzącą mazią oraz połowicznie zniszczony sedes z którego wylatywał jeszcze gorszy smród. Kafelki na podłodze były popękane i niektórych brakowało, a ściany były pokryte grzybami. Spojrzeli na siebie, jakby nie widząc tego setnego chlewu i uśmiechnęli się. Wyszli razem z pomieszczenia przez zardzewiałe drzwi, które nie dało się otworzyc całkowicie. Przeciskając się zamarli. Kroki. Słyszełi czyjeś kroki. Przecież nikt prócz nich tutaj nie przychodził! Długowłosa chciała coś powiedzieć do mieszańca, ale ten przeszkodził jej przykładając palec do swoich ust i otwierając drzwi najciszej jak się da. Wskazał jej zgrzybiałą sofę, kiwnęli do siebie porozumiewawczo i kucają, prześlizgnęli się za nią. Kroki stały głośniejsze, slychać  było, że ta osoba jest w cięzkich butach albo ma troche cialka. Mężczyzna? Czy kobieta w ciężkich butach albo otyła osoba? Otyła osoba odrazu odpadała. Nie dałaby rady wejść tutaj. Chłopak wychylił głowę z za mebla i rozejrzał się. Ujrzał smukły cień z otwartych drzwi na klatkę schodową. Z budowy ciała można było określić, że to była kobieta. Chciał bardziej przyjrzeć się osobie, ale nie miał możliwości. Spojrzał na Cornelię i pokazał ruchem dłoni, by została tutaj. Kiwnęła niepewnie głową. Chłopak,wciąż kucając, powoli, chowając się za kolejnymi meblami, zbliżał się do drzwi. Kiedy wyczuł, że stąd zobaczy kto stoi w drzwiach usłyszał przeszywający krew w żyłach kobiecy, lodowaty głos.

- Słabo idzie ci skradanie. Wstań i pokaż się.

Dopiero teraz przeraził się nie na żarty. Wziął głeboki oddech i wyprostował się, starając się ukryć swój ogon. Spojrzał na osobę stojącą w drzwiach. Młoda, brązowowłosa, o jasnej cerze dziewczyna, mająca  jedno oko czerwone, a drugie zakrywała opaska. Uśmiechnęła się szatańczo, co sprawiło, że Kyle zbladł, prawie mając taki sam kolor skóry co tajemnicza Kobieta. Kobieta, nie dziewczyna, pomyślał, Tajemnicza Kobieta, pasuje do niej.

- Młody jesteś koleżko, widać po tobie.

Milczał. Czuł jak biło mu serce ze zdenerwowania, czuł jak Tajemnicza Kobieta świdrowała go wzrokiem. Chciał sięgnąć swój blaster, ale zapomniał, że zostawił go w domu. Zaraz, przecież Cornelia powinna mieć przy sobie blaster, nigdy się z nim nie rozstawała. Kiedy mial odwrócić się i krzyknąć do dalej ukrywającej się dziewczyny, przed jego oczyma coś przeleciało. Usłyszał głuche uderzenie czegoś metalowego o pustą rzecz i jęk z bólu. Cornelia rzuciła blasterem w dziewczynę.

- Uciekajmy! - krzyknęła dziewczyna, wyłaniając się z kryjówki.

Chłopak od razu doskoczył do niej, złapał ją za nadgarstek i popędził w stronę w połowę otwartych drzwi. Tajemnicza Kobieta, po chwili oszołomienia spojrzała w ich stronę i ruszyła za nimi.

- Oj, nie będziemy tak się bawić! - w głosie Tajemniczej Kobiety było słychać gniew i...szaleństwo.

Kyle nie miał zamiaru się zatrzymywać, nie zwracał uwagi na to co krzyczała Tajemnicza Kobieta. Nie zwracał uwagi na to co krzyczała przerażona Cornelia. Prześlizgnął się z nią przez drzwi i natychmiast próbował je zamknąć.

- Pomóż mi! - krzyknął do dziewczyny, a w ten razem zamknęli drzwi.

Kobieta, będąca po drugiej stronie drzwi, złapała za nie obiema rękoma i zaczęła ciągnąć w swoją stronę z całej siły.

- Co teraz?! - powiedziała , prawieże piszcząc ze strachu Cornelia.

- Jak to co? Musimy wyskoczyć przez okno! Ty pierwsza, szybko.

Dziewczyna spojrzała na niego i bardziej martwiąc niż się bać, prześlizgnęła się przez okno i zjechała po drabinie. Szybko stanęła na nogi i złapała za drabinę.Chłopak spojrzał przez okno i na drzwi. Miał dosłownie sekundę, zanim Kobieta wejdzie i go dorwie. Westchnął, zamknął oczy i...

- Kyle! Nie! KYLE! - krzyczała Cornelia, widząc Kyle'a w powietrzu.

To była chwila. Skok, lot i bolesny upadek w krzaki. Po upadku, dziewczyna puściła  drabinę, która z nieprzyjemnym, głuchym hukiem spadła na kamienną ścieżkę i podbiegła do chłopaka. Kiedy była obok niego, ten już wstawał po szaleńczym skoku. Odruchowo spojrzeli na  okno, nikogo w nim nie było.

- Musimy opowiedzieć o tym naszym rodzicom. - powiedział stanowczo Kyle.

Cornelia tylko kiwnęła głową. Pobiegli.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.