FANDOM


Jak wiecie często zdarza mi sie pisać własne historie. Tą którą tutaj zamieszcze nie będzie sie różnić od tych z tego gatunku. Jednak ma to byś pomysł do sprawdzenia. Czyli jeżeli się przyjmie kontynuuje, ale jeżeli nie to pójdzie w kąt jak spora część moich pomysłów. Mam nadzieje na szczere komentarze na temat tego pomysłu jak i na temat akcji która może mieć miejsce w dalszej części tego. Dziękuje za uwagę a teraz opekko :3


Pamiętam zwarcie umowy. -Uchronisz przyszłość, ale kosztem człowieczeństwa.- Jednak wtedy to się dla mnie nie liczyło. Jeżeli mogłem tylko stworzyć nowy świat bez ciągłych wojen i poniżeń ze strony „nadludzi” to byłem to w stanie zrobić. Wtedy miałem 16 lat. Pomimo tego młodego wieku byłem już samowystarczalny, dojrzały. Nikt mi nie mówił co mam robić, gdzie iść. Prosty powód, byłem sierotą. Jednak jako nieliczny z tego stanu miałem odwagę walczyć. Słowa, które wtedy wypowiedziałem przypieczętowały mój los. -Jestem gotowy ponieść każdą krzywdę na moim ciele, jeżeli tylko ochronię przyszłość. Nie dopuszczę do tego, żeby świat zapadł się niczym wieża z klocków lego.-


-Trzymam Cię za słowo- do moich uszu doszedł tylko spokojny głos siwego starca. Jako nieliczny z nadludzi pragnął równości. Założyłem na plecy moją torbę. Byłem gotowy. Mężczyzna podniósł prawą rękę do góry. Wypowiedziawszy szeptem słowa zobaczyłem jak otacza mnie piękne złote światło.


-Pamiętaj cofnięcie się w czasie zawsze niesie ze sobą konsekwencje. Oprócz tego, że zmienisz przyszłość na korzyść, możesz także i w niej namieszać- powiedział, ponownie pogrążając oczy w ciemności i skupiając się. –Gdy się obudzisz nie będziesz niczego pamiętać. Skąd pochodzisz, co przeżyłeś i co najważniejsze, po co tam jesteś. Jednak w odpowiednim czasie będzie sobie przypominał o tym. Także o tej rozmowie, która jako jedna z pierwszych wizji powinna będzie Ci się okazać.- Przymknąłem oczy, chciałem pamiętać to, co przeżyłem, jednak innego wyjścia nie miałem.- Oprócz tego w twoim świecie pojawi się osoba podobna do ciebie. Tak zwana Beta. – Pomimo mojej ciekawości nic nie wyrzuciłem z siebie.- Ona będzie wiedzieć co ty robisz w tym miejscu. Będzie świadoma. Jednak z całych swoich sił będzie próbować uniemożliwić Ci wykonanie tego.

-Czyli drugi ja, który mogąc podszyć się pode mnie będzie mógł zniszczyć wszystko ? Staruszek lekko przytaknął głową, po czym wykonał gest drugą ręką. Wokół mnie zaczęło się gromadzić teraz czarne światło

-Twoja postać będzie mieć dwa oblicza. Jedno jako człowiek a drugie jako „nadczłowieka”

-Ja nie chc- nie dokończyłem, bo poczułem jak głos ugrzęzł mi w gardle. Moje oczy zaczęły piec. Poczułem jak moja skóra na plecach jest rozrywana. A na czole przez tę samą tkankę próbuje przedostać się cos niemożliwie ostrego. W płucach czułem wrzątek. Jednak nie taki jakbym się czegoś z gorącego napił. Po prostu gorący wyziew. Próbowałem oddychać, ale z każdą chwilą robiłem to coraz bardziej wykrzywiając twarz w grymasie bólu. Zacisnąłem ręce. Czułem jak każda cząstka mojego ciała jest rozrywana na kawałki, a potem z powrotem składana. Próbowałem to zatrzymać ale na próżno. To było za silne, żebym mógł się temu przeciwstawić. Próbowałem otworzyć oczy. Dopiero po paru razach udało mi się tego dokonać. Przede mną widziałem drugiego siebie niczym w lustrze. Był ubrany tak samo, jak ja. W czarne spodnie, zużyte adidasy. Brązową poharatana przez czas kurtkę mojego ojca. Był idealnym odzwierciedleniem mnie. Gdy tylko otworzył oczy zobaczyłem to, czym się przeraziłem. Jego, moje tęczówki nie były już tym niebieskim, który mogłem co rano podziwiać, kiedy myłem zęby. Czarne okrągłe źrenice zmieniły się na proste dwie linie. A kolor morza, który wcześniej je otaczał zastąpił biały niczym śnieg. Chciałem to zatrzymać ale nie mogłem. Postać przede mną uśmiechnęła się, ukazując ostre kły.


-Co teraz zrobisz ?!- do moich uszu doszedł głos niesamowicie podobny do mojego własnego.

-To, co do czego będę zmuszony- odpowiedziałem, po czym poczułem jak przestrzeń, w której oboje się znajdujemy przestaje nas unosić. Szatyn lewitujący nade mną w jednej chwili otworzył zza sobą piękne białe skrzydła.

Do zobaczenia wkrótce- rzucił, po czym odleciał, zastawiając mnie spadającego w tle zachodzącego słońca.

Próbowałem zrobić wszystko, żeby tylko uniknąć zderzenia z ziemią. Czułem jak powietrze w moich płucach rozgrzewa się. Nie wiedziałem jednak czym to zostało spowodowane. Ból, który rozprze ścierał się we wnętrzu mnie paraliżował wszystkie moje zmysły. Próbowałem lewitować, latać. Jednak na nic. Zamknąłem oczy. Po chwili przed moimi oczami zobaczyłem moje życie. Wszystkich, którzy mnie ukształtowali. Gdy otworzyłem oczy bez problemu uniosłem się w tej przestrzeni, ale kosztem tego, przed czym ostrzegał mnie Mistrz. Czułem jak mój mózg zostaje przetarty niczym kartka z zeszytu gumką do mazania. Próbowałem to powstrzymać ale na nic. Z każdą chwilą zapominałem coraz więcej. Zatrzymałem się dopiero na zdjęciu. Kiedy miałem 6 lat. A za mną stali moi rodzice. Po chwili to zdjęcie stanęło w ogniu a ja sam spadłem na ziemię. Poczułem tylko uderzenie, które jakimś cudem nie pogruchotało mi kości. Nie mogłem wstać ani zrobić jakiegokolwiek ruchu. Po prostu … Leżałem …


Miało to być jakby wprowadzenie które przedstawi sytuacje głównego bohatera. Bez pamięci, orientacji w tych czasach, chce dowiedzieć się czegoś o swoim pochodzeniu. No w sumie dzisiaj to na tyle

/me kłąnia się i znika w kłębach dymu

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.