FANDOM


Prolog

-SKYRED, WSTAWAJ DO *piiiiiip*- Krzyczał głos jakby w oddali, a ja w zanurzałem się w rzece czekolady. Wszystko było by piękne gdyby nie to że oberwałem mocno w głowę, widziałem ciemność, otworzyłem oczy i zobaczyłem siwego i wąsatego nauczyciela matematyki z linijką w ręce.

- Skoro wstał już pan, możesz odpowiedzieć na pytanie które ci właśnie zadałem? – spytał swoim szorstkim, i aroganckim tonem.

- 68 – odparłem bez zastanowienia.


-A…Al… Alle… jak? To niemożliwe! – odszedł od biurka i krzyknął na całą klasę – KTO PODPOWIADAŁ SKYREDOWI? – Po klasie przeszły zdenerwowane pomruki i szepty.


- Widzi pan, nikt mi nie podpowiadał – powiedziałem znudzonym tonem ziewając. – Po prostu jestem inteligentny. – Cała klasa zaśmiała się, nie śmiali się jednak ze mnie, tylko raczej z profesora, który próbował odnaleźć ripostę i robił się purpurowy na twarzy. Miał już coś powiedzieć jednak , zagłuszył go dzwonek, wszyscy w dosłownie sekundę spakowali się i wybiegli z klasy, łącznie ze mną, a jako że była to ostatnia lekcja, mogłem wrócić do domu i pograć w Minecraft. Szedłem właśnie mostem, gdy coś małego i granatowego przebiegło mi przed oczami. Nie wiedziałem co to jest, ale to pewnie kolejna zabawka dzieci Jasonów. Podszedłem do drzwi, otworzyłem je kluczem, zamknąłem i pobiegłem do kuchni spodziewając się rodziców, jednakże byłą tam tylko kartka – Będziemy o 20, nie zapomnij nakarmić Reda. W tym właśnie momencie do pokoju wskoczył mały, rudy i puchaty stworek, który oparł się o moją nogę i chciał się pobawić. Red był naprawdę fajny, lubił się bawić, nie gryzł i był towarzyski, a poza tym mogłem nim oczywiście szpanować, przecież nie każdy ma oswojonego lisa. Nie, nie przesłyszeliście się, Red to lis. Jakieś dwa lata temu z ojcem w lesie znaleźliśmy małe zawiniątko, uznaliśmy że to mały pies więc wzięliśmy go do domu, gry podrósł okazało się że to lis, tata chciał go wyrzucić, ale mały go szybko do siebie przekonał. Nie tylko jest wierniejszy niż jakikolwiek pies, ale jest też wielkości małego psa. Nasypałem mu karmy do miski i poszedłem do pokoju. Położyłem plecak na biurku i zacząłem wyjmować książki, gdy z plecaka wyskoczyła niebieska istota z czułkami i stosunkowo dużymi oczami, nie miało szyi, ale za to krótki ogonek i łapki. Patrzyłem na nie z zaskoczeniem, przy nim nawet domowy niedźwiedź byłby normalny. Na moje kolana wskoczył Red, a gdy zobaczył stworka, zaczął go lizać.


- H…h…hej… mały? – przywitałem się dalej zaskoczony, a po chwili dodałem, bardziej do siebie niż do niego – Przecież to tylko zwierzę, chyba, nic nie rozumie.

Stworzenie jednak pomachało łapką na cześć , a po krótkiej, niezręcznej ciszy zaczęło wskazywać na brzuch. - Pewnie jesteś głodny, czekaj chwilę przyniosę coś z kuchni. – po tych słowach poszedłem i po kilku minutach wróciłem z owocami, chrupkami, warzywami, słodyczami i karmą dla psa. Stworzątko spróbowało wszystkiego jednakże jego uwagę przyciągnęły chipsy, żelki i psia karma.


Tu hałrs lejter


Stworzonko nie wiadomo czemu robiło się blade, po wnikliwej analizie i przeszukaniu Wikipedii doszedłem do wniosku że to stworzenie nie z tego świata a dokładniej z mitycznej „Slugterry”.


- Słuchaj mały, wiesz gdzie jest ta twoja kraina? – stworzonko pokiwało twierdząco, i wskazało na drzwi.














Tia, wiem meeeeeeeeeeeeeeeega krótkie, ale miałem mało czasu xD


ROZDZIAŁ ŁAN

Miałem już właśnie wychodzić, dłoń była już na klamce gdy usłyszałem dźwięk szczeknięcia (łot de foks sejs), Red stał i merdał ogonem jakby też chciał pójść na wyprawę.

- Słuchaj, mały, zaraz wrócimy ,obiecuję. – powiedziałem, lecz zwierz dalej szczekał.

- Nie możemy stracić ani minuty, właź… - podałem mu plecak , a on do niego wskoczył wystawiając tylko łebek (plecak był spory).

Poszliśmy więc całą tą ekipą – Uczeń, lis i COŚ.

Małe stworzonko siedziało mi na ramieniu i co jakiś czas piszczało i wskazywało na zakręt, tak więc po kilkunastu minutach dotarliśmy do otwartej studzienki kanalizacyjnej. Stworzenie pokazało w dół, nie chciałem co prawda schodzić do kanałów, ale jeśli mogłem uratować czyjeś istnienie, to było warto.

Szliśmy chwilę po kanałach, aż stworzonko stanęło obok jakichś żelaznych drzwi, były całe porośnięte i brudne, z obrzydzeniem otworzyłem je a był tam jakiś fotel, już się żegnałem, gdy z plecaka wyskoczył red i usiadł na fotelu. Pobiegłem do niego , i przy okazji można uznać że usiadłem, chociaż w bardzo niewygodnej pozycji. Stworzenie (nie wiem czy przypadkowo) kliknęło pewnie przyciska, wokół mojego ciała oplotły się pasy, przez co moja pozycja była jeszcze mniej wygodna. I zacząłem spadać w dół krzycząc

- Red, jeśli zginiemy to cię zabiję!

Na końcówce otworzył się spadochron i wylądowaliśmy bez żadnego zadrapania ani siniaka, od razu rozpiąłem się i poczułem… się o niebo lepiej. Już miałem krzyknąć na stworka, lecz jak się okazało, nie był już blady tylko w pełni sił, skakał, wchodził na grzybki, pluskał wodą z ust. Dopiero gdy się rozejrzałem zobaczyłem, że wszędzie są halucynogenne grzybki wielkości drzew ,i że jesteśmy pod ziemią. Chciałem coś powiedzieć, ale zdołałem wykrztusić tylko WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOW (xD).

Red ponownie wskoczył do plecaka ,a ja pożegnałem się ze zwierzątkiem.

- Dobra, jak się stąd wydostaniemy? – zapytałem. Ale usłyszałem tylko smutne szczeknięcie.

- Chyba musimy tu zostać na jakiś czas…

Dosłownie sekundę po wypowiedzeniu tych słów zobaczyłem latające we wszystkie strony ośmiornice, biało czerwone ryby, czerwone rogacze, żółto niebieskie kraby oraz usłyszałem głosy mężczyzn. Szybko schowałem się za kamieniem , mimo to chyba mnie zauważyli.

- Kto tam się chowa, nie bądź tchórzem, zmierzmy się w uczciwym pojedynku! – zdrętwiałem, ja mam bić się z takim mięśniakiem? Wolne żarty, on mnie zetrze na dżem. Nie miałem jednak wyboru, zrobili coś, i kamień za którym się ukrywałem… zniknął. Zamiast niego leżał tylko pył i kilka okruszków.

- Nie będę się z tobą bił, nie widzisz że nie mam mięśni? – odpowiedziałem niepewnie, lecz z każdym słowem czułem przypływ odwagi -  Mi chodziło o pojedynek na śluzaki! – odpowiedział śmiejąc się.

- Ja nawet nie wiem co to śluzaki! Nie mam ich! – Krzyknąłem w jego stronę – Jak to? – odpowiedział zbity z tropu, a ten? – wskazał na moje ramię.

- Co do jasnej… - Spojrzałem na ramię, a tam siedział… stworek, ten którego znalazłem.

- Ale nie mam tego czegoś – wskazałem na pistolet przeciwnika.

- Masz – rzucił mi podobny lecz widocznie gorszy.

- Ale ja nie umiem tego używać!

- Koniec tego dobrego, walcz a nie wymiguj się! – i strzelił „śluzakiem”.

Ja jako ze nie umiałem nic, chowałem się za kamieniami a śluzak pokazywał mi łapkami co i jak.

Wreszcie po jakimś czasie, włożyłem go do wnyki i wystrzeliłem, gość zaskoczony nieco moim kontratakiem (zapewne myślał że będę tylko skakał a on mnie spokojnie wykończy). Zamienił się w sporą ośmiornicę i strumieniem wody zretransformował rogacza. Wrócił do mnie a ja go oczywiście pochwaliłem, zobaczył to ten czerwony śluzak i skoczył w moją stronę.

- Co ty robisz ty bezużyteczna gnido! Zdrajco! – krzyczał i nawet nie zauważył jak śluzak którego obrażał , trafił go prosto w łeb, co sprawiło że zemdlał, podbiegłem do niego. –

- Chyba nic mu nie będzie będzie, nie? – spytałem z niepokojem.

Śluzak tylko machnął łapką jakby chciał powiedzieć „Mam to w dupie”.

- Jak myślicie, możemy wziąć to coś? – wskazałem na robota w kształcie konia.

Stworzonka zgodnie pokiwały głową.

Fox

Red

KILKA MINUT LEJTER

- Mały, czemu wróciłeś? – spytałem się niebieskiego śluzaka. On tylko jednak wtulił się w moją szyję, chyba mnie polubił. Wszystko było pięknie szkody tylko że po kilku minutach usłyszałem


- TO ON BRAĆ GO! – A po chwili byłem już związany pajęczym śluzakiem.

ROZDZIAŁ 2

Jako że byłem związany od pasa w górę, nie mogłem się utrzymać i spadłem, z plecaka wyskoczył red który zębami rozgryzł sieć, gdy tylko się uwolniłem załadowałem „rogacza” i strzeliłem, ci jednak wystrzelili jakiegoś pomarańczowego nietoperza który stworzył tornado, śluzak wleciał do niego i zawrócił. W ostatniej chwili uniknąłem.

- Mocni są… - mruknąłem. Załadowałem wodnego śluzaka i wystrzeliłem w ich stronę, nagle znikąd pojawił się ogromny wybuch i wszystkich znokautował. Jakieś 5 ludzi w czarnych strojach z czerwonym V leżało bez ruchu (ale oddychało).

- Niezły jesteś, mały , znokautowałeś ich jednym ruchem, nie wiedziałem że możesz tak robić. – Śluzak jednak zaprzeczył.

- Musiałeś nieźle im podpaść, skoro wysłali po ciebie tylu – odezwał się męski głos, i nagle znikąd pojawił się chłopak z brązowymi włosami i piwnymi oczami. – Szymon jestem , ale mów mi Muś – Chłopak podał mi przyjacielsko rękę, a ja ją uścisnąłem.

- A co w ogóle zrobiłeś? – zapytał podejrzliwie.

- Pokonałem takiego jednego gostka, duże mięśnie, czarno-czerwony strój, jakieś 17 lat.

- Wiesz kto to był? – zapytał wstrząśnięty.

- Niezbyt…

- To był Thadius Blakk… Junior.

- Nie, dalej nie kojarzę.

-Eh… można powiedzieć że jest taka sytuacja, Blakk sprawuje władzę, to znaczy, nie rządzi slugterrą, ale ma dobre kontakty, kupę hajsu. Buduje podobno armię i powoli przejmuje niektóre pieczary, ja próbuje mu przeszkodzić.

- Wow.

- O nie, za dużo powiedziałem, muszę coś z tobą zrobić, za dużo wiesz…

- Załadował niebieskiego, jednookiego śluzaka i wycelował we mnie, ja również zareagowałem i w mgnieniu oka wystrzeliłem rogacza który powalił na ziemię Szymona.

- Żartowałem! To był tylko test, zdałeś go.

- Jaki test, na co?

- Jakby to ująć, skoro pokonałeś ukochanego synalka Blakka, oraz małą ekipę… Wątpię że ci odpuszczą, może chcesz do nas dołączyć?

- Do…dołączyć? Do WAS? Ilu was jest?

- Licząc ciebie – czterech, a to już drużyna, to jak?

- Czemu nie, i tak nie mam nic lepszego do roboty.

Chłopak patrzył na mnie chwilę, ale po chwili powiedział charyzmatycznie.

- To chodź, zaprowadzę cię do obozowiska!

Red najwyraźniej znudzony, wyskoczył z plecaka i zaczął iść za mną i Musiem.

- A tak swoją drogą, jakie masz Śluzaki? – zapytałem.

- Niewiele. – Stanął na chwilę a na jego ramiona wskoczyły po kolei żółto-zielony śluzak z hełmem, niebiesko żółty z iskierkami, pomarańczowy z rogami, biało czerwony, niezbyt specialny, oraz niebieski z jednym okiem.

- To Skipper – Granatnik, Wandersmok – Tazerling, Marlenka – Tormato, Roy – Flaringo i Ted – Zamrażacz. – Wyjaśnił ,widząc moją minę.

- To je się nazywa? Nie wiedziałem. – Na moją dłoń wskoczyły moje śluzaki.

- To może… Ty będziesz Wrzeniek, a ty Czaszka, co wy na to? – Śluzaki uśmiechnęły się, i wskoczyły mi z powrotem na ramię. Po kilku minutach doszliśmy do „obozowiska” były tam trzy namioty , które otaczały całkiem duże ognisko, przygasłe, co najciekawsze, wszystko to było na małej polanie w środku lasu, obok strumyka. Obok każdego namiotu stała mecha - bestia oraz mały plecak podróżny.

- Z tego wszystkiego zapomniałem o swoim mechu! – krzyknąłem, ale Muś mnie uspokoił.

- Spokojnie, one mają opcje, dzięki której podążają za swoim panem jeśli za bardzo się oddali. Nawet nie zauważyłeś, że twój koń cały czas za tobą szedł.

- Faktycznie… - odpowiedziałem skrępowany, ale szybko zmieniłem temat – Gdzie są wszyscy?

- Śpią.

- Śpią? Przecież jest 16:00!

- Wczoraj był nocny patrol, dziewczyny łaziły od dwudziestej do piątej rano, a ja pilnowałem obozu, dlatego jestem wyspany.

- A namiot? Przecież chyba muszę gdzieś spać!

- Teoretycznie, mógłbyś spać na ziemi , ale każde z nas ma zapasowy namiot, użyczę ci swojego.

Wszedł do pomarańczowego namiotu, a gdy wyszedł, rzucił mi niebieską torbę.

- Ale rozkładasz sam.

Po półgodzinnej walce, udało mi się ułożyć koślawy namiot.

- Przynajmniej się nie zapada – mruknąłem.

Nawet nie zauważyłem że Szymon zniknął, ale po chwili pojawił się z jakimiś małymi owocami.

- To będziemy jeść? – spytałem sceptycznie.

- Co ty, to dla śluzaków, patrz. – Podrzucił jedną jagodę, Skipper skoczył po nią wysoko, ale w ostatniej chwili, fioletowo – zielony śluzak za pomocą sieci przyciągnął do siebie jagodę i w pośpiechu zjadł.

- Wolves, wracaj do namiotu Yuuko, bo zaraz oberwiesz! – Śluzak jednak pokazał język i skoczył w stronę fioletowego namiotu ( miał być różowy, ale się powstrzymałem xD).

- Mogłaby czasami się nim zająć… - podał mi kilka jagód, kilka dał śluzakom, a kilka zostawił na stole.

- Mam szatański plan, ale najpierw nakarm Czaszkę i Wrzeńka – w jego oczach pojawiła się taka rzecz, która pojawia się u nauczyciela gdy może mi postawić pałę, rządza nienawiści.

Wow, chyba mój najdłuższy rozdział w życiu xD

Rozdział 3

Wziął kilka patyków oraz miskę i ustawił z tych przedmiotów prymitywną pułapkę na Wolves’a oraz dał kilka jagód.

- No i proszę, arcydzieło – powiedział , patrząc na swój wytwór. – Dobra, teraz wystarczy się schować! Te krzaki będą idealne. – Jak powiedział , tak zrobiliśmy. Czekaliśmy i czekaliśmy, aż wreszcie udało się usłyszeć trzaśnięcie. Muś z prędkością światła wybiegł i zaczął się naśmiewać ze śluzaka uwięzionego w pułapce.

-Co do jasnej… WOLVES! GDZIE JESTEŚ WOLVES! MAMUSIA CIĘ URATUJE! – dało się usłyszeć kobiecy krzyk. Z namiotu wyszedł brązowowłosy chłopak, lecz jak mu się bliżej przyjrzałem, dało się zobaczyć że to dziewczyna. Momentalnie obejrzała się w naszą stronę, podeszła, walnęła Szymonowi z liścia i oswobodziła śluzaka. Krzyczała chwilę na chłopaka, a po chwili zauważyła moją obecność.

- A ten to kto ? – zapytała.

- To Jacob. – Powiedział – Jacob, to Yuuko.

- Ta, o której mówiłeś że nie umie się opiekować śluzakami? – zapytałem , ale po chwili zrozumiałem że wkopałem Musia w niezłe g*wno.

- Co powiedział? – spytała z furią.

- Że się świetnie opiekujesz śluzakami? – próbowałem go podratować.

Nagle znikąd przyleciał znany już mi dobrze fioletowy pajęczy śluzak i związał Yuuko.

- Może byś się trochę uspokoiła przy gościach? – usłyszałem kolejny kobiecy głos, i zza drzewa wyszłą długobiałowłosa dziewczyna , przypominała każdego normalnego człowieka z tym że była nieco bledsza i miała czarne oczy z czerwonym punkcikiem na środku (zapomniałem jak to się nazywało xD).Podeszła do nas i podała mi dłoń.

- Majka jestem. – powiedziała spokojnie.

-Jacob. – przedstawiłem się.

- Wypuść mnie, muszę… zabić… MUSIA!

- Może coś zjemy? A ona przez ten czas ochłonie trochę. – zaproponowała i z pomocą Roya rozpaliła ognisko.

- Faktycznie, trochę się ciemno robi…

PUŁ KOCINY PUŚNIEI

- Już gotowe! – krzyknął męski głos i przyniósł starannie doprawionego kurczaka , który po upieczeniu był pyszny.

-Prawie bym zapomniał! – zdjąłem plecak z którego wyskoczył Red i porwał udko kurczaka.

- Co to? – spytali chórem Szymon i Majka.

- To lis, dzikie zwierzę. – odpowiedziała Yuuko która jakimś cudem się wyzwoliła.

- Mój Red jest oswojony! – krzyknąłem w obronie zwierzaka który warknął na potwierdzenie. A po chwili zaczął gryźć jej buta.

- Już go lubię! – zaśmiał się Muś.

Krótki, wiem, nie miałem dziś zbytnio czasu, musiałem obrzydzić Darii życie xD

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.